piątek, 1 listopada 2013

rozdział 1 - początek czegoś niewiadomego

Cześć. Na początku się pare słów ode mnie. Jestem blogerką już od ok. 5 lat. Długi czas nie prowadziłam tego typu blogów jak ten. Tak więc stwierdziłam, że znów taki założę. Na Bloggerze prowadzę jeszcze jednego bloga. Miałam już wcześniej pare blogów, cieszących się powodzeniem, ale prędzej czy później wszystko się kończy. Z góry przepraszam za treść - mam na myśli płynność tekstu. Chodzi mi tu o akapity i dialogi. Niestety nie da się tego poprawić. Ale mimo to, mam nadzieję, że będzie ok.
Zapraszam do czytania.
Tosiak.
***
        To był początek lata.Do pokoju wniosłam ostatnią swoją czarną walizkę. W pomieszczeniu jeszcze nie było perfekcyjnego porządku, ale było to do zrealizowania.Usiadłam na brzegu dużego łóżka, po czym ciężko westchnęłam i przetarłam oczy,zapominając o tym, że na twarzy mam makijaż. Tak naprawdę powinnam zacząć od tego jak się nazywam. Otóż.. jestem Inez, Inez Olsen. Mam dość nietypowe imię. Wybrała mi je moja świętej pamięci mama, której nawet nie mogłam poznać. Zaraz po moim urodzeniu zmarła. Wychowywała mnie moja ciocia (siostra mamy),gdyż mój ojciec przestraszył się ciąży i uciekł. Nikt więcej go nie widział. Był zwyczajnym tchórzem. Można było powiedzieć, że byłam sierotą, gdyż człowiek, który dał mi życie, ale nie uczestniczy w nim, jest właściwie obcym człowiekiem. W tym roku ukończyłam 17 lat. Z wyglądu jestem nie za wysoką rudowłosą dziewczyną. Mam dosyć duże zielono-brązowe oczy i nieco bladą karnację. Nigdy nie przepadałam za swoim wyglądem.Zawsze miałam co do niego jakieś "ale".Zawsze podziwiałam urodę mojej mamy. Na jednym ze zdjęć, jakie mi po niej zostały, jej uroda mogłaby zdobić okładki czasopism dla kobiet. Była piękna,jej włosy oplatały delikatnie zarysowaną twarz, a niesamowicie duże oczy sprawiały, ze nie można było oderwać od niej wzroku.I ja odziedziczyłam po niej właśnie te oczy, które są jedyną rzeczą, z jakiej jestem dumna, jeśli o mój wygląd chodzi.Lecz wróćmy do mojej aktualnej sytuacji. Dziś przeprowadziłam się z moją wcześniej wspomnianą ciocią i jej starszym ode mnie o rok synem Jaredem. Zamieszkaliśmy w domu z piętrem w spokojnej okolicy, przy ulicy River Street 15 w miasteczku na południu Stanów Zjednoczonych.Siedząc tak na łóżku, patrzyłam się bez najmniejszego sensu w podłogę.Gdybym mogła wzrokiem dziurawić przedmioty, już dawno podłogę zdobiłaby piękna dziura pokaźnych rozmiarów.. Tą ciszę, brak jakiegokolwiek ruchu przerwał Jared , który właśnie wpadł do mojego nowego pokoju.
- Jak ci się tu podoba?
Spytał znienacka patrząc na mnie pytająco. Wzruszyłam ramionami,smętnie odpowiadając :
- Przyznam, że nawet tu sympatycznie, aczkolwiek wolałabym zostać tam, gdzie mieszkaliśmy wcześniej.A ty jakiego jesteś zdania?
- Czy ja wiem? - Jared westchnął - Jestem chyba podobnego zdania co ty.
Bardzo go lubiłam, mam tu na myśli Jareda. Zawsze potrafił mnie pocieszyć i dać mi dobrą radę. Znał mnie tak dobrze jak nikt. Był dla mnie nie tylko przyjacielem, traktowałam go jak rodzonego brata. On także zawsze o mnie dbał i bronił mnie jak swoją młodszą siostrzyczkę. Miał styl rockowy. Jego włosy były nieco dłuższe i jak się nie ogolił, miał lekki zarost. To mu zdecydowanie dodawało uroku.Naszą dosyć krótką rozmowę przerwało wołanie ciotki Megan, które dochodziło z parteru:
- Chodźcie na dół na jedzenie! Zamówiłam pizze!
 Na te ostatnie słowo, Jared zbystrzał się i już zaraz go nie było w moim pokoju. Ja natomiast wstałam leniwie chwilę później, tak jakbym nie była ani trochę głodna, a byłam.Coś mocno ściskało mnie w żołądku. Wolnym krokiem zeszłam po schodach, po czym skierowałam się w kierunku kuchni. Chwilkę później już się w niej znalazłam. Już w progu czułam apetyczny zapach pizzy. Bez problemu rozpoznałam jej smak ..
- Salami - pomyślałam - tak! to na pewno salami! 
Wcale się nie pomyliłam. Gdy usiadłam do stołu kątem oka popatrzyłam na przepyszną przekąskę, która spoczywała w kartonowym opakowaniu. Sięgnęłam przez stół po jeden trójkącik, po czym go zaatakowałam, biorąc do buzi kawałek.
- Jeszcze tylko teraz musimy się do końca wypakować i będziemy mieli to z głowy. Wypada też się zapoznać z sąsiadami. Jak uważacie?
Przemówiła ciocia Megan, kiedy przełknęła kawałek pizzy.
- W sumie to racja. Wypada ich poznać.- Przytaknął Jared z pełnymi ustami jedzenia, przy czym prawie się zadławił. Sprawiało to dosyć zabawny widok.Wzięłam łyk soku pomarańczowego i popatrzyłam w stronę okna.Wychodziło one na niewielki obszar ogródka, gdzie znajdował się niski płotek, za którym stał kolejny dom. Był biały, a jego czerwony dach przy mocnym słońcu raził w oczy. Odgarnęłam z czoła pasmo moich rudych włosów. Ciocia, uważnie mi się przyglądając , spytała:
- Co tak patrzysz w te okno?
- A tak sobie jakoś.. - wzruszyłam obojętnie ramionami - ciekawe kto tam mieszka?
Powiedziałam po chwili ciszy odwracając wzrok od okna. Ciocia Megan była dla mnie jak matka. Miała długie brązowe włosy, które prawie sięgały do pasa.Z zawodu była księgową, właśnie dostała nową i lepszą pracę.To był oczywiście jeden z powodów, dla których musieliśmy zmienić miejsce zamieszkania. Jej praca pochłaniała prawie całe dnie, ale starała się znaleźć czas dla mnie i Jareda.             
Kiedy już chciałam wziąć kolejny kęs mojego ulubionego obiadu,wszyscy, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Zbystrzałam się i popatrzyłam w stronę wyjścia z kuchni, po czym zerknęłam pytająco na pozostałych domowników. Ciocia bez słowa wstała i ruszyła w stronę drzwi. Jared popatrzył na mnie pytająco swoimi dużymi oczyma, a ja tylko wzruszyłam ramionami.Usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają. Po chwili wstałam z krzesła i już byłam na przedpokoju, by sprawdzić, kto przyszedł. Mój brat cioteczny powlókł się za mną jak cień i stanął obok. W progu drzwi stała starsza pani z siwymi włosami.Na jej nosie spoczywały okulary, a na jej twarzy był przylepiony blady uśmiech. Już z tej odległości poczułam zapach jej różanych perfum zmieszanych z mydłem w kostce. Po dłuższej chwili ciszy w końcu staruszka odezwała się:
- Dzień dobry moi mili. Jesteście nowymi sąsiadami, więc wypadało do was zawitać z ciastem powitalnym - wskazała wzrokiem na pyszną szarlotkę, którą miała w rękach - ja mieszkam na przeciwko.
- Dzień dobry pani, bardzo dziękujemy za fatygę. Może się przedstawimy...ja jestem Megan Robinson, a to mój syn.- Przemówiła ciocia, patrząc w stronę Jareda. Razem z nim powoli podeszłam do drzwi.- A to jest moja siostrzenica Inez , Inez Olsen - zaraz dodała ciotka
- Miło tak więc was poznać. Ja jestem Minerva Simons. Z chęcią poświęciłabym wam więcej czasu, lecz zaraz wychodzę z wnuczkiem do lekarza więc zostawię wam tylko ciasto- Odezwała się sąsiadka po wysłuchaniu tego co mówiła ciocia,  po czym wręczyła mi do rąk ciasto.
- Do zobaczenia!- Rzuciła ciotka.
Pani Minerva odwróciła się i ruszyła w stronę furtki. Przez chwilę tak na nią patrzyliśmy, po czym Jared zamknął drzwi.Popatrzyłam z apetytem na szarlotkę, pachnąca tak, że aż ciekła ślinka. Zaniosłam ja do kuchni i postawiłam na stole, koło pustego pudełka po pizzy. Zaraz po mnie do pomieszczenia weszli Jared wraz z ciocią Megan.
- Miła staruszka, nie?- Przemówił chłopak. Już zrobił susa w stronę stołu by sięgnąć po kawałek ciasta, ale w ostatniej chwili go powstrzymałam.
- Jared! To jest na później!- Oburzyła się ciocia, wstawiając smakołyk do lodówki. Brat nieco naburmuszony rzucił mi oskarżycielskie spojrzenie, a ja tylko po cichu parsknęłam śmiechem. Obeszłam stół i usiadłam na krześle,powracając do wcinania swojego kawałka pizzy.
- Wszystko się zapowiada dobrze ..- Pomyślałam, przełykając jedzenie. Po raz kolejny odgarnęłam włosy z czoła.                                             
Wyszłam z kuchni po udanym posiłku i wybrałam się do swojego pokoju. Idąc po schodach, poczułam jak zaczynam lecieć do tyłu. Jared wbiegający obok, lekko mnie popchnął.Zauważyłam, jak na jego twarzy pojawił się lekko złośliwy uśmieszek.W ostatniej chwili złapałam się poręczy. Jeszcze zdążyłam mu krzyknąć:- A chcesz dostać z liścia!?- Pokręciłam tylko głową, dalej wspinając się po schodach. Weszłam do swojego pokoju, a za sobą zamknęłam drzwi. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ściany miały kolor chińskiej róży, a meble były z ciemnego drewna. Wisiało kilka zdjęć i plakat Nirvany. W rogu stała moja klasyczna gitara, a obok niej w futerale spoczywał elektryk. Uśmiechnęłam się do swojego sprzętu, chociaż mogłoby się to wydać głupie czy dziwne. Skierowałam swój wzrok na jeszcze niewypakowaną czarną walizkę , która stała po środku pokoju. Podeszłam do niej , po czym ją otworzyłam. Miałam w niej kilka ubrań, pozostałe kosmetyki i kilka albumów ze zdjęciami . Zaraz się zabrałam za robotę.Chodziłam po całym pokoju porządkując nowo przywiezione rzeczy. Kiedy sięgnęłam po ostatni album , wypadło jedno zdjęcie. Natychmiast je podniosłam. Przyjrzałam mu się uważnie. Na fotografii widniała moja mama. Była rozpromieniona, a jej oczy się śmiały. Od razu cieplej mi się zrobiło na sercu. Bez zastanowienia postawiłam zdjęcie na półce,opierając je o książki i przystawiając porcelanową figurką baletnicy.Patrzyłam jeszcze na fotkę przez chwilę po czym wsunęłam walizkę pod łóżko by nie zagracała pomieszczenia. Wzięłam głęboki wdech i wydech.
- Teraz to już jest mój pokój!- Powiedziałam sama do siebie rozglądając się dookoła z uśmiechem na twarzy.
- Sama do siebie gadasz?
 Nagle usłyszałam za swoimi plecami i natychmiast odwróciłam się napięcie. Nie zauważyłam, że w drzwiach stał Jared z głupkowatym uśmiechem przylepionym do twarzy. Sięgnęłam po poduszkę z łóżka i z całej siły cisnęłam nią w chłopaka, chichocząc pod nosem.
- A ty nie masz lepszych zajęć? Znajdź sobie bardziej kreatywny sposób na spędzanie czasu zamiast stać tu i się cieszyć.- Przemówiłam z udawanym zbulwersowaniem w głosie.
- Jak widac nie mam innych pomysłów. Co powiesz na małe rozejrzenie się po okolicy? Trzeba sie zapoznać z nowym otoczeniem.
 Spojrzał na mnie pytająco, po czym odrzucił poduszkę na łóżko.
- Niezły pomysł. No dobrze. To w takim razie zaraz przed domem, ok?
 Chłopak pokiwał głową i już go nie widziałam. Wzięłam z biurka swoją komórkę i schowałam do kieszeni. Można było uznać, że już byłam gotowa do wyjścia. Zbiegłam na dół i wcisnęłam na stopy swoje ukochane czarne trampki. Bez słowa wybiegłam przed dom, gdzie już czekał na mnie Jared. Ruszyliśmy przed siebie. Rozglądałam się nic nie mówiąc, z ciekawością w oczach. Domy były tu naprawdę śliczne, jakby wyjęte z pięknej bajki. Ale i tak uważałam, że nasz był najładniejszy w okolicy. Był szary, porośnięty roślinami ze spadzistym dachem, nietypowymi oknami. Takich nikt nie miał, przynajmniej w okolicy.
- Co nic nie mówisz? To do ciebie nie podobne bo normalnie ci sie twarz nie zamyka.
Odezwał się w końcu Jared z ciekawością w głosie, kiedy ominęliśmy kilka budynków. Ja tylko wzruszyłam ramionami, nic nie odpowiadając.Jednak chłopak nadal oczekiwał odpowiedzi. Ale ja milczałam, nie wiem nawet czemu. Patrzyłam w niebo, które powoli stawało się coraz ciemniejsze. Nadchodziła noc. Komary zaczynały już ciąć. W pewnym momencie niczego nie świadoma zostałam pociągnięta za rękę przez Jareda na drugą stronę ulicy. Popatrzyłam zdziwiona na chłopaka.Weszliśmy do jakiegoś sklepu, zorientowałam się, że to był spożywczy.Brat stanął przy kasie coś mówiąc do sprzedawczyni. Czekałam na niego po środku sklepu uważnie przyglądając się lampie na suficie, która co chwilkę mrugała jakby miała zaraz zgasnąć.
- Masz, truskawkowe. To twoje ulubione o ile się nie mylę
 Powiedział Jared, po czym podał mi lody na patyku. Uśmiechnęłam się do niego.
- Dzięki. Dużo o mnie wiesz - odpowiedziałam z nieukrywanym rozczuleniem w głosie. Taki drobiazg, a tyle dla mnie znaczy. Wyszliśmy ze sklepu, a opakowanie po słodyczach wyrzuciłam do pobliskiego kosza na śmieci. Razem z bratem stwierdziliśmy, że wrócimy do domu.Droga powrotna zajęła nam kilka minut. Nie miałam już ochoty na zwiedzanie okolicy. Ogarnął mnie melancholijny nastrój i wracało zbyt wiele wspomnień...                       Weszłam do domu i zdjęłam trampki. Spojrzałam ukradkiem na zegar wiszący na ścianie, było trochę po 18.30. Poczułam w powietrzu zapach czegoś smacznego. Weszłam do kuchni. Na stole stało źródło tej pysznej woni. Były to babeczki z czekoladą, takie jakie lubię najbardziej.Ciocia robiła je w każdą niedzielę. Także i dziś- No właśnie , gdzie ciotka Megan?- Pomyślałam rozglądając się. Weszłam do salonu, tam na kanapie ją znalazłam. Czytała książkę, przy zapalonej lampie. Kobieta popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się. Skinieniem głowy udzieliła mi pozwolenia na skosztowanie babeczek. Zaraz zniknęłam jej z oczu,byłam w kuchni. Tam już urzędował Jared opychający się domowym wyrobem.
- Żarłok!- Przezwałam go ironicznie, sięgając po babeczkę. Była pyszna. Zawsze ten wypiek cieszył się u nas w rodzinie dużą popularnością. Cóż się dziwić? Było wręcz perfekcyjne! Uśmiechnęłam się do swoich myśli i opadłam na wolne krzesło.                                              
Godzina 20.30. Już siedziałam w łóżku studiując wieczorną lekturę- "Mały Książę". Zawsze lubiłam tą książkę. Nawet czytając ją po raz 60 nie nudziłam się przy niej. Za każdym razem zaskakiwała mnie tak, jakbym czytała ją po raz pierwszy.Pisana tak fajnym językiem, tak ładnie wydana... Jak mogło by być inaczej?Podobno moja mama też ją uwielbiała. Bardzo żałuję, że jej nie znałam.Wiele straciłam, tracąc matkę. Wiem, że nie dowiem się nigdy jak to jest mieć mamę, przytulać się, przychodzić do niej z każdym problemem.Ciocia Megan się stara, wiem o tym. Ale wciąż myślę, jakby moje życie wyglądało, gdyby mama żyła.Przekręciłam stronę. Gdy zaczynałam czytać kolejne zdanie litery zaczęły mi się nieco rozmazywać. Zdecydowanie byłam śpiąca.Miałam za sobą dosyć długi dzień, więc co się dziwić? Ziewnęłam leniwie. Założyłam książkę zakładką, zamknęłam ją i położyłam na półce nocnej. Lampki nie gasiłam, gdyż nigdy nie przepadałam za ciemnością. Bałam się jej, mimo, że w końcu te 17 lat miałam ukończone. Może się to wyda dziwne lub banalne, ale jednak osoby nawet prawie dorosłe lub dorosłe też mogą się bać jak dzieci,  z tym, że one mają większą wyobraźnię. Wtuliłam się w poduszkę i okryłam kołdrą. Jednak nie mogłam zasnąć. Przekręcałam się z boku na bok, nie mogąc się zdecydować, co dalej robić.Po kilkunastu minutach mocowania się z kołdrą i poduszką, ułożyłam się i zasnęłam bez zastanowienia.

Byłam w przedziwnym pokoju. Był cały w kolorze krwawej czerwieni.Siedziałam na krześle. Przed sobą miałam czarne drzwi, zza których dobiegały mnie wrzaski, piski i płacz. Patrzyłam w tamtą stronę, nadal bez ruchu. Później głośne stuknięcie, jakby ktoś czymś ciężkim cisnął o podłogę. Krzyki ustały. W pewnym momencie drzwi z hukiem się otworzyły. Nagle zrobiło się wszędzie czarno. Zmrużyłam oczy i przed sobą ujrzałam ciemno ubraną osobę,której diaboliczne i duże oczy patrzyły na mnie z wielką zawiścią. Ten wzrok mnie przeraził. Chciałam wstać z krzesła, lecz nie mogłam , zaczęłam krzyczeć ... Siedziałam na łóżku , serce mi strasznie szybko biło. To był na szczęście tylko zły sen. Odgarnęłam pasmo włosów z twarzy.Spojrzałam na budzik, który wskazywał 4 rano. Za oknem było już w miarę widno. Przetarłam oczy i wstałam z łóżka. Nie zakładając kapci przeszłam na bosaka przez pokój do okna. Zobaczyłam kawałek ulicy. Obok na chodniku stała latarnia świecąca na biały jaskrawy kolor.Co chwila mrugała jakby chciała coś mi powiedzieć. Westchnęłam i wróciłam do łóżka. Okryłam się kołdrą i znów starałam się zasnąć.Tym razem nic mi się nie śniło...

2 komentarze:

  1. Ładnie tu ;*
    Poklikasz w banner na moim blogu ? <3
    agrestaco6.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, historia cudownie się zapowiada, mam nadzieję, że będzie się rozkręcać z rozdziału na rozdział :)
    xx

    OdpowiedzUsuń