Nie wspomniałam wcześniej, że cała historia już jakiś czas temu została napisana, ale nie do końca. W sumie niedawno podjęłam decyzję stworzenia tego bloga. Stwierdziłam, że mogę się tym podzielić z innymi. Mam już trochę rozdziałów z wyprzedzeniem, ale i tak są jakieś poprawki.
To jest już druga notka. Wiem, że ogólnie te początkowe 2 lub 3 notki mogą być nieco monotonne, czy cośw ten deseń, ale wprowadzenie musi być. To chyba tyle.
A! Jakby ktoś rozkminiał (wtajemniczeni), skąd połączenie w tej historii dwóch imion: Jared i Shannon... należę do Echelonu i tak wyobraziłam sobie te postaci :)
Tosia.
****
Obudził mnie blask słońca, który wdarł się do mojego pokoju.
Przetarłam zmęczone oczy. Ziewnęłam i poczułam jak coś mi świeci w zewnętrzną stronę powiek. To nie było
już słońce. Zauważyłam, że miałam wciąż włączoną lampkę. Wyciągnęłam
rękę i sięgnęłam do przycisku, po czym ją wyłączyłam.
- Od razu lepiej
Pomyślałam i usiadłam. Wyciągnęłam się i już chciałam
schodzić z
łóżka .. ale? gdzie były moje kapcie? Rozejrzałam się po
pokoju i zajrzałam pod łóżko.
- Mam! Tu są!
Powiedziałam pod nosem sięgając ręką po miękkie kapcie na
wizerunek
królików. Zraz je założyłam na nogi. Po raz ostatni się
wyciągnęłam
i wyszłam z pokoju. Tuż obok była łazienka. Otworzyłam drzwi
i ciągnąc
niechętnie nogi za sobą, weszłam do pomieszczenia. Było tu
zdecydowanie
zimniej niż w całym domu. Podeszłam do umywalki i odkręciłam kurek. Polał się
strumień
zimnej wody. Kilka razy chlapnęłam sobie nią w twarz.
Po kilku minutach wyszłam z łazienki i zbiegłam po schodach.
Już na
korytarzu poczułam zapach grzanek, które wręcz uwielbiałam.
Weszłam do
kuchni. Tam przy stole siedział Jared, a ciocia Megan latała
jak
opętana, wciąż czegoś szukając. Domyśliłam się, że zaraz
miała
wychodzić do pracy. Ubrana była w swoją ulubioną czerwoną sukienkę biurową i
eleganckie
czarne buty na wysokim obcasie, które najchętniej bym sobie przywłaszczyła.
- Witam państwa! Która godzina?
- Zawołałam do nich, ziewając i siadając na krześle. Jared przeżuwając
grzankę , spojrzał na mnie z nad gazety, którą właśnie
czytał.
- Jakoś po 9.20? Aż dziwne , że tak wcześnie wstałaś ?
- Odpowiedział mi chłopak biorąc łyk herbaty cytrynowej.
Sama sobie
się dziwiłam, że o takim nieludzkim świecie udało mi się podnieść
z łóżka. Było to dosyć rzadko u mnie spotykane, gdyż normalnie spałam do godziny 14.00 lub 13.00
jeśli ktoś
mnie obudził. Bez słowa sięgnęłam po grzankę , która leżała
na
pobliskim talerzu. Następnie posmarowałam ją dżemem.
- Ja już wychodzę! Do godziny 18, powinnam być.
Zawołała ciocia Megan wybiegając z domu. No i tyle ją
widzieliśmy.
Ona była ciągle w biegu. W ciszy jadłam śniadanie. Kątem oka
spojrzałam na gazetę, którą czytał Jared. O ile się nie myliłam to była
miejscowa
prasa, czarno-biała. Wzięłam łyk herbaty.
- Jakie masz na dzisiaj plany?
W końcu odezwał się zrezygnowany Jared odkładajac gazetę
na bok .
Popatrzył na mnie z ciekawością w oczach.
- Jeszcze nie wiem? - wzruszyłam ramionami i poturlałam
oczami po suficie - pewnie posiedze pół dnia w ogrodzie. A jak z
twoimi planami?
Jared przez chwilę milczał zastanawiając się co ma mi
odpowiedzieć.
Zmarszczył brwi.
- Pewnie to samo co ty. Nikogo tu nie znam wiec na jedno
wychodzi.
Chyba że.. - urwał , a ja uwaznie mu się przyglądałam - to
może
pójdziemy gdzieś? Może do kina czy coś?
- Czy ja wiem? Wolę jednak posiedzieć w domu. Dzięki, ale
nie. Może
jutro? Jak na razie chcę się oswoić z nowym miejscem.
- Ok, nie nalegam. Jak wolisz.
- Wymownie na mnie popatrzył jakby oczekiwał, że coś jeszcze
dodam,
ale ja się ani słowem nie odezwałam. Rzuciłam mu tylko
obojętne
spojrzenie i zaczęłam dalej jeść. Tak na prawdę nie miałam
pomysłów na
ten dzień. Za bardzo nie wiedziałam co robić, ale musiałam
coś
ściemnić Jaredowi by nie uznał, że mi się nudzi. Do kina
ochoty iść
nie miałam, przynajmniej z nim. Zaraz by wybrał jakiś film,
na którym
się wynudzę i nic ciekawego w nim dla siebie nie znajdę.
Zawsze tak
było. Dlatego też odmówiłam mu, bo nie sądzę, żeby w tym
temacie się
cokolwiek zmieniło. Wzięłam kolejną grzankę .
Po śniadaniu poszłam na górę już z
zapełnionym żołądkiem. Czułam , że się najadłam na co
najmniej cztery
godziny. Już chwilę później byłam w swoim pokoju. Przebrałam się w to, co
miałam
pod ręką - szorty i top. To wystarczało mi w zupełności. Z
półki
nocnej wzięłam książkę i komórkę. Jeszcze tylko kilka razy się
rozejrzałam na
wypadek, gdybym coś jeszcze chciała zabrać. Nie, już
wszystko co
było mi potrzebne miałam. Poszłam z powrotem na dół, a
nastepnie
skierowałam się w kierunku salonu, z którego wyszłam na
taras. Był
dosyć duży. Stało tam kilka krzesełek, piękny drewniany stół, a
nieopodal był
hamak. Jakby od niechcenia zeszłam z tarasu po niewielkich
stopniach.
Poczułam jak moje stopy łaskocze zieloniutka trawa. Poszłam dalej w stronę płotu,
gdzie
spokojnie na leżaku wylegiwał się już Jared. Po dłuższej
chwili
przygladania mu się zobaczyłam jak gra na swoim PSP. Był już chyba od tego
uzależniony.
Przeszłam koło niego nic nie mówiąc i opadłam na drugi
leżak. Wygodnie
się na nim rozłożyłam. Otworzyłam książkę na odpowiedniej
stronie i już
zaczynałam czytać kiedy poczułam jak słońce razi mnie w
oczy.
- Mogłam wziąć okulary przeciwsłoneczne - pomyślałam
próbując doczytać
do końca zdanie. Kiedy już nadchodziłam do kolejnej linijki
tekstu
poczułam jak ktoś oblepia mnie wzrokiem. Zerknęłam w stronę Jareda, ale ten wciąż był pochłonięty
bójką
wirtualną w swoim PSP. Tylko pokręciłam głową po czym
popatrzyłam
nieco przed siebie. Za płotem był mężczyzna, podejrzewałam, że to był
nasz nowy
sąsiad. Siedział u siebie na tarasie i patrzył raz to na
mnie, raz na
gazetę, którą trzymał w ręku. Lekko się uśmiechnął, po czym wstał.
Kontakt
wzrokowy urwał brat, który przeklną dosyć głośno. Zapewne
przegrał i
nie mógł przejść do kolejnego levelu. Ale i tak to sąsiada nie
zraziło,
podszedł do płotu. Po chwili przemówił:
- Cześć dzieciaki, wy tu nowi, tak?
Dopiero wtedy Jared zorientował się, że ktoś stoi
nieopodal niego.
- A dzień dobry panu. Tak nowi. Od wczoraj tu mieszkamy.
Wybąkałam zamykając książkę, po czym usiadłam po turecku.
- Ja powinienem wam się na samym początku przedstawić..
Jestem
Shannon, Shannon Stewart.
- Miło nam pana poznać. Ja jestem Inez ,a to mój brat
cioteczny Jared.
Po czym machnęłam ręką w stonę wirtualnego wojownika,
który wciąż
milczał. Sąsiad się blado uśmiechnął. Był nie za wysoki, a
włosy miał
dosyć krótkie i ciemne. Miał też dosyć charakterystyczne brwi, podkreślające brąz
oczu i
niewielki zarost. Wyglądał według mnie dosyć sympatycznie.
Tylko nie
wiedząc czemu Jared wciąż milczał. Posłałam mu spojrzenie sygnalizujące : " weź
się w końcu
odezwij!" , ale poskutkowało?
- Tak, miło nam poznać. Ładny ma pan dom.
Przemówił przymuszony przeze mnie brat uśmiechając się
nieco sztucznie.
Czy on nie mógł palnąć większej głupoty? Ale ja
już nie
chciałam tego komentować.
- Dziękuję ci. A wy to z okolicy czy zupełnie nie stąd?
- Przyjechaliśmy tu z dosyć daleka. Nie znamy tu wprawdzie
nikogo, ale
mam nadzieję, że to się w najbliższym czasie zmieni - Po raz
kolejny
odezwał się Jared.
- Rozumiem. A może byście wpadli do mnie z ciocią np. jutro
wieczorem?
Zrobię grilla, ma do mnie przyjechać kilku znajomych. Miło
by mi było
i was gościć, wy też możecie zyskać nowe mam nadzieję, znajomości.
Zdziwiłam się, skad wiedział z kim mieszkamy. Przecież ja,
ani mój
brat nie mówiliśmy mu nic na te temat. Ale puszczając to
mimo uszu
pokiwałam głową, co oznaczało : "tak, chętnie wpadniemy". Shannon
uśmiechnął się do nas
i rzucił krótko :
- Do zobaczenia jutro! - W tym momencie się odwrócił i
poszedł w
stronę swojego domu.
- Nie podoba mi się ten typ - Wymamrotał z siebie Jared
patrząc na
mnie z wyrzutem.
- Ale o co ci się rozchodzi!? Normalny człowiek i się nawet
sympatyczny wydaje! - zdziwiłam się , marszcząc czoło
- No właśnie! Tym bardziej miły to tym bardziej dziwny i
podejrzany!
- Ty to jednak jesteś głupi!
- Również i ty nie jesteś taka inteligentna. Nie bądź
naiwna, nie
każdemu można ufać...
- W tym momencie miałam ochotę podejść do niego i go
trzasnąć w twarz,
ale w ostatniej chwili się powstrzymałam.
Nie zwracajac uwagi na Jareda otworzyłam książkę.. Kątem oka
zerknęłam w jego stronę. Zobaczyłam jak wyjmuje z paczki papierosa po czym go zapala. Wokoło niego rozszedł się dym.
- Jak ty możesz palić to świństwo! - wypomniałam mu po raz
kolejny zamykając książkę. On tylko wzruszył ramionami, puszczając moją uwagę
mimo uszu. Wstałam z leżaka, zabierając ze sobą swoją lekturę. Wróciłam
do domu. Nie miałam wiele do roboty, właściwie to nic. Westchnęłam ciężko, po
czym
usiadłam na kanapie w salonie zastanawiając się co można
porobić.
- Może się przejdę na spacer? Dobrze mi by to zrobiło - pomyslałam po chwili namysłu. Uznałam to za bardzo dobry pomysł. Natychmiast
wstałam i poszłam w stronę przedpokoju. Włożyłam szybko adidasy, załapałam za
swój klucz od domu i wyszłam. Nie miałam zamiaru się tłumaczyć Jaredowi, że
wchodze i w
dodatku gdzie. Ja go nigdy nie wypytywałam gdzie idzie, gdy
wyłaził bez słowa. Zamknęłam za sobą furtkę i ruszyłam w prawo. Ominęłam dom
nowo poznanego sąsiada Shannona. Wyjęłam z kieszeni telefon komórkowy by
sprawdzić która godzina ..
- Jest po 10.10. Za jakąś godzinkę wrócę - Pomyślałam
zerkając na swoją komórkę. Gdy tak szłam usłyszałam jakby coś ciężkiego upadło na ziemię. Spojrzałam przed siebie. Kilka metrów przed sobą ujrzałam
jakąś dziewczynę. Zbierała z ziemi jakieś ksiązki i mase innych rzeczy ,
których z tej odległości określić
nie mogłam. Podeszłam do niej natychmiast, po czym pomogłam
jej podnosić wszystko z chodnika.
- Dzięki, nie trzeba było. To tylko torba zerwała mi się, a
że była otwarta to wszystko powypadało .
- Odezwała się dziewczyna. Miała krótkie, gęste i czarne
włosy. Miała brązowe oczy, a jej twarz była szczuplutka. Lekko się do mnie uśmiechnęła,
po czym poprawiła swoją dżinsową kurteczkę.
- Nie ma za co. Tak w ogóle na początku powinnam się
przedstawić. Jestem Inez - przemówiłam, po czym dodałam - mieszkasz tu gdzieś
niedaleko?
- Ja jestem Suzi. Mieszkam o tam! - machnęła ręką w stronę ,
z której szłam - jeszcze raz dziękuję za pomoc.
- Może cię odprowadzę? Ja też tu mieszkam, właściwie to od
wczoraj.
- Tak? Bardzo możliwe, bo ciebie tu nigdy nie widziałam.
- Ruszyłyśmy w stronę jej domu. Mimo, że zamierzałam iść
zupełnie gdzie indziej to przynajmniej już kogoś poznałam.
- A który to konkretnie dom? - dopytywała mnie Suzi
- Przy River Street 15 - odpowiedziałam bez wahania.
Ominęłam słup.
- A, to wiem gdzie. Jest to bardzo ładny dom.
- Dziękuję.
- Za nim się obejrzałyśmy stałyśmy przed domem Suzi. Był
zielonkawy, a dach miał brązowy. Przez futrkę było widać , że ma w ogrodzie
sporo kwiatów. Sprawiał bardzo miłe i sympatyczne wrażenie.
- Ja już muszę lecieć, przepraszam, że tak mało mogłyśmy
porozmawiać. Chyba , że byśmy się jutro spotkały?
Zaproponowała mi dziewczyna uważnie się mi przyglądając. Zaraz się wymieniłyśmy numerami telefonów. Suzi weszła na swoje
podwórko. Patrzyłam tak na nią , dopóki nie zniknęła mi z oczu zza
drzwiami domu. Ruszyłam w kierunku, w którym poprzednio szłam. W sumie
mieszkałam od nowej koleżanki kilka domków dalej. Wydawało mi się, że
możemy nawiązać dobry kontakt. Ulica była pusta. Ani jednej żywej duszy.
Przeszłam tego dnia niewiele, ale już mnie nogi bolały.
- Mam słabą kondycję .. - Pomyślałam gdy dochodziłam do
Riven Street 15. Kiedy już byłam prawie w furtce spojrzałam w stronę domu,
który był na przeciwko mojego. Zauważyłam jak ktoś stoi w oknie i mi się przygląda.
Wytężyłam wzrok. To była pani Minerva. Pomachała mi gdy zauważyła, że ją
zobaczyłam.
Odmachałam jej z uśmiechem. Kobieta ruchem ręki dała mi do
zrozumienia , że mnie do siebie zaprasza. Bez większego zastanowienia ruszyłam
w kierunku jej domu. Furtka była otwarta , więc bez problemu weszłam na
podwórko, po czym zastukałam do drzwi. Nic, cisza. Zadzwoniłam dzwonkiem. Znów
nic. Postanowiłam
sama wejść. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Nieopodal
mnie były schody na górę, którymi powoli schodziła staruszka.
- Przepraszam, że nie otworzyłam, ale trudno mi schodzić - przemówiła kobieta kiedy już bybła na ostatnim stopniu. Ja tylko
pokiwałam głową.
Pani Minerva zaprosiła mnie do salonu, a ja bez słowa weszłam do pomieszczenia. Było
w starym stylu. Na suficie wisiał szklany żyrandol, na podłodze leżał wzorzysty dywan, a po środku stał stolik, kanapa i dwa
fotele. Były one w dosyć oryginalnych złoceniach. Również w saloniku była masa
innych rzeczy, których nawet nie mogę określić. Rozejrzałam się po raz
kolejny i opadłam na fotel. Był bardzo miękki.
- To ja pójdę zrobić herbaty i przyniosę ciasto. Zajmie mi
to chwileczkę - Przemówiła po dłuższej chwili ciszy kobieta, znikając w kuchni.
- Co ja tu robię? - pomyślałam i oparłam się o oparcie
fotela - no tak.. przyszłam odwiedzić
samotną i znudzoną życiem staruszkę, dla której jedyną rozrywką jest zaproszenie rodziny na niedzielny obiadek i masze w
kościele. Ale zrobię jej przyjemność i spędzę z nią czas.
W tym momencie do salonu weszła Pani Minerva z tacką w
rękach. Natychmiast wstałam by jej pomóc i postawiłam wszystko na stolik. Po
raz kolejny usiadłam. Na tacce był imbryk, dwie filiżanki, ciasto truskawkowe,
talerzyki i łyżeczki do jedzenia. Wypiek wyglądał bardzo smakowicie, a na jego
widok dopiero
zrozumiałam jaka byłam głodna. Ostrożnie nalałam herbaty do
filiżanek, podsuwając jedną Staruszce.
- Więc nazywasz się Inez , tak? - Spytała mnie kobieta,
bacznie obserwując mój każdy ruch.
- Tak, nazywam, Inez - Odparłam bez wahania biorąc
łyk gorącej herbaty
- A wy nie jesteście stąd? Czy się mylę?
- Nie, zupełnie skąd indziej. Z resztą i tak często się
przeprowadzamy.
- Tak się domyślałam. Macie inne zachowania itd. niż ci
tutejsi ludzie.
- Bardzo jest to możliwe. A pani mieszka w takim dużym domu
sama? Ja bym się bała - zaraz zmieniłam temat
- Nie boję się. Mieszkam tak od 40 lat, kiedy to mój mąż
zmarł na raka płóca. A mu mówiłam, by przestał palić te świństwo, ale jak zwykle
mnie nie słuchał. A to jego ulubione cygara - wskazała ręką na pudełeczko
ładnie ozdobione, leżące też na stoliku - zawsze zapalał jedno i siadał w
fotelu. Właśnie tym co ty.
- Wzdrygnęłam się lekko, ale nie dałam po sobie tego poznać.
Pani Minerva pokroiła ciasto i położyła po kawałeczku na talerzyk. Wzięłam
łyżeczkę i zaczęłam się powoli zajadać. Odgarnęłam z oczu włosy, po czym
spytałam :
- Pani sama piekła to ciasto?
- Tak, sama. Najlepsze są wypieki domowe - odpowiedziała mi
staruszka uśmiechając się do mnie.
- To powiem, że bardzo pyszne! Nigdy takiego dobrego nie
jadłam!
- Miło mi to słyszeć.
- Kiedy zajadałam się ciastem, poczułam jak coś mnie smera w
nogę. Na początku się przestraszyłam, ale kiedy spojrzałam w dół uspokoiłam
się. Ujrzałam małego pieska, bodajże yorka.
- To pani ma psa? Nie szczekał nawet? - przemówiłam
zdziwiona.
- Tak, nazywa się Ruby. Była na dworze, mogła cię nie
słyszeć.
- Odpowiedziała obojętnie Pani Minerva, kiedy piesek
wskoczył mi na kolana. Pogłaskałam go jedną ręką po głowie. Na widok mojego ciasta na talerzyku oblizał się. Uśmiechnęłam się do niego i
dalej zaczęłam jeść.
Spojrzałam na duży zegar stojący w rogu. Otworzyłam szeroko oczy. Była
godzina 15.07. Nawet nie wiedziałam, że tyle przesiedziałam u Pani Minervy. Tak miło się z nią rozmawiało, że straciłam
kompletnie poczucie czasu. Dopiłam którąś już (chyba setną), filiżankę herbaty
i wstałam z fotela jak poparzona. Spojrzałam w stronę staruszki i szybko dosyć
powiedziałam :
- Ja już musze iść. Jest już dosyć późno, powinnam już
wracać. Dziękuję pani za gościnę. Naprawdę miło spędziłam czas.
Kobieta pokiwała głową i pomachała na pożegnanie.
Wybiegłam z domu, po czym wyjęłam komórkę. Miałam ją wyciszoną, więc nie
słyszałam, że kilka razy dzwoniła do mnie ciocia Megan i Jared. Chwilkę później już
byłam w swoim domu. Zamknęłam za sobą drzwi, ale już w przedpokoju napadła na
mnie ciocia :
- Gdzie byłaś!? Dzwoniliśmy do ciebie!
- Spojrzałam w jej stronę. Zaraz koło niej pojawił się Jared
, który przytaknął:
- No własnie! Gdzie byłaś!?
- A ty się nie licytuj bo lepszy nie jesteś! - Zawołałam do
niego. Najwidoczniej zbiłam go z tropu bo więcej na ten temat nie powiedział.
- Więc dowiem się, gdzie byłaś? - Dopytywała się ciocia, kiedy
weszłam do kuchni
- Siedziałam u Pani Minervy, tej co mieszka na przeciwko.
Zagadałam się i straciłam poczucie czasu. To naprawdę bardzo miła kobieta.
Powiedziałam na swoją obronę. Cioca Megan tylko poturlała
oczami po suficie i usiadła przy stole.
- A słyszałaś o tym naszym nowym sąsiedzie? Zapraszał nas do
siebie jutro?
- Zaraz znów się odezwałam do ciotki i usiadłam na blacie.
- Tak, spotkałam go. Mamy u niego być na 14.20. Bardzo miły
człowiek, nawet przystojny? - odpowiedziała . Jared pokręcił głową nad głupotą
ostatniego słowa matki i zalał sobie herbatę. Widac było, że jest zirytowany.
- Czy ja wiem? Nawet nawet .
- Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z kuchni. Poszłam po
schodach na górę do swojego pokoju. Położyłam komórkę na biurku, po czum otworzyłam drzwi na
balkon. Był niewielki, ale jak dla mnie w sam raz. Oparłam
się o poręcz i patrzyłam przed siebie. Naprzeciwko mnie był dom Shannona.
Przyglądałam się jednemu z okien, centralnie obok jego balkonu. Były w
nim żaluzje do połowy opuszczone. Kiedy tak bezczelnie gapiłam się w jego stronę ujrzałam w nim czyjś cień. Ktoś najwyraźniej mi
zamachał. W sumie się na początku przestraszyłam, ale odmachałam
- To zapewne Shannon ... - pomyślałam odwracając wzrok.
Było sporo po północy. Siedziałam sobie spokojnie w swoim łóżku
pochłonięta książką.
Na półce nocnej paliła się lampka, a gdzieś w tle cykał
zegarek stojący na szafce. Przekręciłam kolejną stronę.
Tą ciszę i spokój przerwał mój telefon, który dał znać, że
trzeba go naładować. Leniwie ruszyłam się z łóżka i
poszłam w stronę biurka, po czym z jego szuflady wyjęłam
ładowarkę. W domu panowała niezmierna cisza, co oznaczało, że reszta domowników poszła spać. Szybko podłączyłam
telefon. Spojrzałam w stronę okna
przypominając sobie, że go nie zasłoniłam. Kiedy już do
niego podeszłam i złapałam za zasłonę coś przykuło moją uwagę. Spojrzałam przez szybę i ujrzałam Shannona. Niósł coś
ciężkiego i czarnego. Wyglądało mi to na worek, ale nie byłam niczego pewna. Byłam ciekawa co w tym worze mogło się
znajdować i co sąsiad robił o tej porze z tym czymś? Obserwowałam jego każdy ruch jaki wykonał. Wyszedł na ulice
i podszedł do samochodu. Wrzucił do bagażnika swojego Jeppa ciemny bagaż, po czym sam wsiadł do auta. Minęła chwila i odjechał.
Przez jeszcze kilka minut stałam tak w oknie, po czym zasunęłam zasłonę i skierowałam się do łóżka. Okryłam się starannie
kołdrą. Mimo, że było lato, czułam, że jest mi dziwnie zimno.
Nie miałam najmniejszej ochoty na spanie, więc rozejrzałam
się po pokoju, szukając natchnienia na jakieś zajęcie. Niestety żadnego nie znalazłam. Zrezygnowana sięgnęłam po
swojego laptopa i jak od niechcenia sprawdziłam pocztę e-maile. Zero nowych wiadomości, o ile nie muszę liczyć kilku spamów
i reklam. Jakby z nudów weszłam na stronę internetową z grami online.
Kiedy próbowałam w jednej z nich zestrzelić jakiegoś
potworka usłyszałam pisk opon. To mnie kompletnie
dezorientowało i przegrałam ten level. Zerknęłam na telefon,
była prawie 02.30. Wstałam z łóżka i podbiegłam do okna, by sprawdzić co za kretyn zdarł w samochodzie opony.
Zobaczyłam jak z Jeppa wysiada Shannon. Mocno trzasną drzwiami i rozglądając się dookoła, jakby się czegoś bał, wbiegł do swojego domu.
- Idę spać... tak, to dobry pomysł - pomyślałam odkładając laptopa na swoje miejsce. Weszłam do łóżka. Odleciałam od razu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz